Rozczarowania ostatnich miesięcy...

Już dawno nie było ulubieńców na moim blogu, a bubbli - wcale. Postanowiłam maksymalnie co 3 miesiące robić tego typu posty, bo jednak jest to ciekawe i możecie znaleźć jakieś fajne kosmetyki, bądź uchronicie się przed ich rozczarowaniami. Na szczęście, w dzisiejszym poście nie ma ich dużo, ale postanowiłam się z Wami podzielić :)


Nie jestem fanką, a raczej jestem przeciwniczką suchych szamponów. Tak, wiem... Objętość, ułożenie i te sprawy. Jednak uważam, że nie są to produkty, które w jakikolwiek, nawet minimalny sposób chronią nasze włosy. Stawiam na czyste, lśniące i zdrowe włosy, a nie spryskane badziewiem z beznadziejnym składem. Jestem fanką naturalnych składników, dlatego staram się wybierać dobre i sprawdzone szampony i odżywki. Jednak był taki dzień, w którym zabijcie mnie, ale musiałam kupić ten kosmetyk, tak więc zdecydowałam się na suchy szampon z Radical'a. Wyglądał na jeden z tych "ziołowych", a że kupiony w aptece, nie mógł się nie sprawdzić. No cóż, pomyliłam się. W ogóle nie odświeżał włosów, nie unosił ich i tak naprawdę nic z nimi nie robił, oprócz ich niszczenia. Po kilkukrotnych próbach, dałam sobie spokój i szampon wylądował w koszu, tak jak moje 15 zł.

Zaledwie parę miesięcy, no może z pół roku temu, pomadki z Maybelline zyskały niesamowitą popularność. Na blogach można było czytać recenzję, a na kanałach youtubowych oglądać testy na żywo. Ja skuszona odcieniem nude i soczystą maliną, zdecydowałam się na te dwie pomadki. Jak druga sprawdziła mi się okej, to pierwsza była jedną wielką tragedią. Bardzo ciężko się ją rozprowadzało, by równomiernie pokryła usta. Musiałam babrać palcem, żeby jakoś ogarnąć swoje usta, jednak nie bardzo mi to wychodziło. Po dwóch dniach "stosowania", kolejne użycie oznaczało pieczenie. Nie było to jednak eukaliptusowe mrowienie, które bez zastanowienia kocham. Nie rozumiem fenomenu tego produktu, bo dla mnie jest kategorycznym bubblem. Szkoda, bo zapowiadał się naprawdę ciekawie. Wszystkie, niezależnie od serii kosztowały 10 zł i nadal tak kosztują. Natomiast teraz, mało osób je kupuje, bo ten szał przeszedł.


Ostatnim już rozczarowaniem tych kilku ostatnich miesięcy jest top coat z Wibo. Produkty z Wibo bardzo lubię, a lakiery są w ogóle nieziemskie. Dlatego też miałam nadzieję, że top coat będzie dobry. Niestety wcale nie przedłuża trwałości lakieru, a jego formuła nie specjalnie przypomina formy top coatu. Chciałam go również użyć jako samego, zwykłego lakieru, jednak i tak się nie sprawdził. Moim ulubionym był zawsze żelowy z Essence, ale wiadomo, chciałam coś zmienić. Niemożliwym jest raczej, bym to ja źle używała, bo tego typu kosmetyków, chyba nie da się źle używać. Na szczęście koszt 5 zł to nie majątek, więc nie ubolewam nad tą stroną.


A czym Was rozczaroway ostatnie miesiące?
Pozdrawiam :)

Komentarze

  1. U mnie na szczęście rozczarowań nie było. A nie przepraszam, opisywałam na blogu jak krem z L'Oreala zrobił spustoszenie na mojej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używałam :o Szkoda, że się nie sprawdził, bo L'Oreal to w końcu dobra marka.

      Usuń
  2. Mnie rozczarowały lakiery z Miss Sporty :( A suchowego szamponu z radicala też nie polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakierów z Miss Sporty też nie lubię :(

      Usuń
  3. mnie rozczarowała maska do włosów z kalosa, pozdrawiam :* I Zapraszam serdecznie do siebie :)
    http://whiteandcat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maski nie używałam, ale chciałam kupić bananową. Czytałam dużo dobrych opinii.

      Usuń
  4. nie znam tych kosmetyków i nie poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie się sprawdzą :) Ja niestety do nich nie powrócę.

      Usuń
  5. uff...dobrze, że się nie nadziałam :) nie znoszę wyrzucać pieniędzy w błoto :C

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty